Astra Trainer
Branże przyszłości

Skalowanie to miejsce, gdzie umierają programy biotechnologiczne

Aleksandr Mikhailov
Founder, Astra Trainer
Zaktualizowano
8 min czytania

Zapytaj ludzi w biotechnologii, gdzie zawodzą projekty, a dostaniesz spójną odpowiedź, która rzadko pojawia się w dokumencie strategicznym.

Nie na etapie odkrywania. Nie na stole laboratoryjnym. W punkcie, gdzie coś, co działało w laboratorium, musi zadziałać w skali produkcyjnej, zgodnie z harmonogramem, wielokrotnie, i przy koszcie czyniącym produkt opłacalnym.

Od dwóch litrów do dwóch tysięcy

Naiwny model skalowania mówi, że używasz większego zbiornika i mnożysz ilości.

Ten model zawodzi, bo komórki nie doświadczają zbiornika. Doświadczają swojego bezpośredniego otoczenia, a przy dużej objętości to otoczenie przestaje być jednolite.

Komórka w bioreaktorze o pojemności dwóch tysięcy litrów nie jest w większej wersji kolby. Jest w innym środowisku, które zmienia się w zależności od tego, gdzie w zbiorniku akurat się znajduje.

Co konkretnie się zmienia.

Czas mieszania. W małym zbiorniku wszystko, co dodane, rozprowadza się niemal natychmiast. W dużym zajmuje to zauważalny czas, więc komórki w różnych regionach widzą różne warunki.

Transfer tlenu. Dostarczenie wystarczającej ilości tlenu do cieczy staje się czynnikiem ograniczającym przy skali, a sposoby jego poprawy – więcej mieszania i więcej gazu – wprowadzają własne problemy.

Siły ścinające. Mieszanie potrzebne przy skali wprowadza obciążenie mechaniczne. Wiele typów komórek, zwłaszcza ssacze, jest na nie wrażliwych.

Gradienty. pH, rozpuszczony tlen, składniki odżywcze i temperatura różnią się w dużym zbiorniku. Komórki krążą przez te gradienty wielokrotnie, co jest warunkiem stresowym, który po prostu nie istnieje w skali stołu laboratoryjnego.

Ciepło. Odprowadzenie ciepła metabolicznego jest trywialne w małym zbiorniku i ograniczeniem inżynierskim w dużym.

Więc biologia zmienia się, bo zmieniła się fizyka. Zdiagnozowanie tego wymaga kogoś, kto potrafi myśleć o obu naraz, a tacy ludzie są rzadcy, bo obu przedmiotów naucza się osobno i osobno się je praktykuje.

Co obejmuje ten kierunek

Zakres: fermentacja, bioreaktory i hodowla komórkowa, doprowadzenie procesu biologicznego do skali produkcyjnej.

W praktyce pięć kompetencji.

Praktyka hodowli komórkowej i fermentacji. Niezawodne prowadzenie organizmów w sposób, jakiego wymaga produkcja, nie w sposób, w jaki robi to laboratorium.

Obsługa i sterowanie bioreaktorem. Sprzęt, przyrządy i strategie sterowania utrzymujące warunki tam, gdzie muszą być.

Zasady skalowania. Zależności inżynierskie decydujące, co przenosi się między skalami, a co nie.

Przetwarzanie downstream. Wszystko po bioreaktorze, opisane poniżej.

Charakterystyka i kontrola procesu. Wiedza, które parametry mają znaczenie, jak daleko mogą się przesunąć i co dzieje się na skraju. To sprawia, że proces jest solidny, a nie tylko dobrze się poszczęściło.

Downstream, czyli połowa kosztu i ćwierć uwagi

Wytworzenie cząsteczki to jeden problem. Wydobycie jej, oczyszczenie, ustabilizowanie i nadanie formy, którą da się napełnić i wysłać, to drugi, i w wielu procesach stanowi to dużą część całkowitego kosztu produkcji.

To też miejsce, gdzie po cichu znika wydajność. Każdy krok oczyszczania traci część produktu, a sekwencja kroków, z których każdy odzyskuje większość materiału, wciąż może dać słabą wydajność ogólną.

Kompetencje tu potrzebne różnią się od upstream: separacja, filtracja, chromatografia w skali, zarządzanie buforami, usuwanie wirusów w odpowiednich produktach i formulacja, co zapętla się z powrotem do kierunku biochemii.

Specjalistów od downstream konsekwentnie trudniej znaleźć niż od upstream, a organizacje zwykle zauważają to późno, bo uwaga rozwojowa idzie w tę bardziej ekscytującą część.

Gdzie to się mieści w domenie

Bioprocesy i biowytwarzanie to siódmy z dziesięciu kierunków w domenie biotechnologii Astra Trainer, i jest tym, który partnerzy najczęściej stawiają w centrum programu, bo to tu praca laboratoryjna staje się produktem.

Zwykle planuje się go z mikrobiologią, dla połowy dotyczącej kontroli zanieczyszczeń, oraz z inżynierią genetyczną i biologią syntetyczną, bo szczep, którego nie da się skalować, nie jest jeszcze aktywem. Dla partnerów prowadzących zakłady łączy się też z domeną zaawansowanej produkcji, gdzie automatyka i sterowanie przemysłowe, inżynieria jakości oraz utrzymanie ruchu i zarządzanie majątkiem pokrywają warstwę hali produkcyjnej. Lekcje trwają pięć minut, więc operatorzy i inżynierowie szkolą się bez schodzenia ze zmiany. Zobacz dziesięć kierunków tutaj.

Role, nazwane wprost

Naukowcy i inżynierowie rozwoju procesu. Upstream i downstream, prowadzący proces od laboratorium do gotowości produkcyjnej.

Nauki produkcyjne i technologia. Zespół, który jest właścicielem procesu w produkcji i bada, gdy ten się źle zachowuje. Jedna z najcenniejszych i najsłabiej rozumianych funkcji w branży.

Operatorzy bioreaktorów i fermentacji. Prowadzą produkcję. Duża populacja i prawdziwy niedobór techników w rozwijających się zakładach.

Specjaliści od przetwarzania downstream. Chromatografia i filtracja w skali. Stale w niedoborze.

Inżynierowie automatyki i sterowania procesem. Nowoczesne zakłady są mocno zinstrumentowane, i ktoś musi to skonfigurować, utrzymać i interpretować.

Specjaliści transferu technologii. Przenoszenie procesu między zakładami albo do producenta kontraktowego, co jest osobną dyscypliną i niemal nigdy nie jest szkolone celowo.

Kogo można w to przeszkolić

Inżynierowie chemiczni. Najsilniejsza pula. Transport masy, mieszanie, transfer ciepła, operacje jednostkowe i sterowanie procesem to dokładnie ta struktura, której potrzebuje skalowanie. Czego im brakuje, to biologii: że materiał procesowy jest żywy, reaguje na stres i zmienia się w trakcie szarży. Ta luka jest realna i da się ją nauczyć.

Operatorzy piwowarstwa i fermentacji. Praktyczne doświadczenie z fermentacją w dużej skali, w tym intuicja co do zachowania kultury, której trudno nauczyć. Często pomijani w rolach farmaceutycznych i często w nich doskonali.

Personel produkcji farmaceutycznej. Już wewnątrz GMP, już mając dyscyplinę dokumentacyjną i proceduralną, którą najtrudniej wpoić. Potrzebują treści bioprocesowej.

Personel przetwórstwa spożywczego i mleczarskiego. Wielkoskalowe przetwarzanie biologiczne, higiena, obróbka cieplna, separacja. Bardziej przenośne, niż sugeruje podział branżowy.

Naukowcy laboratoryjni przechodzący do produkcji. Mają biologię, potrzebują inżynierii i nastawienia przemysłowego. To odwrotność przekwalifikowania inżyniera chemicznego, i jest wolniejsza z dwóch.

Operatorzy uzdatniania wody i mediów. Rozumieją wielkoskalowe zarządzanie cieczami, filtrację i media, od których zależy zakład.

Granica GMP. Produkcja biofarmaceutyczna działa w ramach Dobrej Praktyki Wytwarzania, która wymaga udokumentowanej kwalifikacji specyficznej dla roli, szkolenia zakładowego i wykazanej kompetencji, zanim dana osoba wykona konkretną operację. Uporządkowane szkolenie buduje zrozumienie naukowe i inżynierskie, które czyni kogoś skutecznym i zgodnym z wymogami. Nie jest kwalifikacją GMP, nie upoważnia nikogo do wykonania operacji produkcyjnej i nie zastępuje zapisów szkolenia zakładowego. Ktoś, kto przedstawia program szkoleniowy jako równoważny kwalifikacji, opisuje coś, co nie przeszłoby inspekcji.

Co z tego wynieść

Skalowanie to miejsce, gdzie zawodzą programy, i zawodzą, bo zmieniła się fizyka, a biologia zareagowała, nie dlatego, że nauka była błędna.

Mieszanie, transfer tlenu, siły ścinające, gradienty i odprowadzanie ciepła zachowują się inaczej przy dużej objętości, a zdiagnozowanie ich skutków wymaga kogoś, kto myśli jednocześnie inżyniersko i biologicznie.

Przetwarzanie downstream niesie dużą część kosztu i małą część uwagi, a specjalistów od downstream trudniej znaleźć niż od upstream.

Inżynierowie chemiczni to najsilniejsze dostępne przekwalifikowanie, a operatorzy piwowarstwa i fermentacji to najbardziej pomijana pula.

A kwalifikacja GMP to osobny, udokumentowany, specyficzny dla zakładu wymóg, do którego szkolenie przygotowuje ludzi i którego nigdy nie zastępuje.

Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego procesy biotechnologiczne zawodzą przy skalowaniu?

Bo duży zbiornik to inne środowisko, nie większe. Czas mieszania, transfer tlenu, siły ścinające, gradienty i odprowadzanie ciepła – wszystko się zmienia, a komórki reagują na warunki, które nie istnieją w skali stołu laboratoryjnego.

Co jest najbardziej pomijaną częścią bioprocesów?

Przetwarzanie downstream. Często stanowi dużą część kosztu produkcji, a dostaje ułamek uwagi rozwojowej, a specjalistów od downstream konsekwentnie trudniej znaleźć.

Kto najłatwiej przekwalifikowuje się w bioprocesy?

Inżynierowie chemiczni, którzy mają już strukturę transportu masy i operacji jednostkowych i potrzebują biologii. Operatorzy piwowarstwa i fermentacji to najbardziej pomijana pula, wnosząca praktyczną intuicję wielkiej skali.

Czy szkolenie liczy się jako kwalifikacja GMP?

Nie. GMP wymaga udokumentowanej, specyficznej dla roli i zakładu kwalifikacji oraz wykazanej kompetencji. Szkolenie buduje zrozumienie, które czyni kogoś skutecznym w ramach tego systemu.

Gdzie to się mieści w domenie?

Siódmy z dziesięciu kierunków w domenie biotechnologii Astra Trainer, zwykle planowany z mikrobiologią i biologią syntetyczną, często też z domeną zaawansowanej produkcji dla warstwy hali produkcyjnej. Zobacz je tutaj.

Krok między wynikiem a produktem
Dziesięć kierunków w biotechnologii i biogospodarce, w tym bioprocesy i biowytwarzanie obok mikrobiologii, biologii syntetycznej i odkrywania leków. Zaplanowane z twoimi naukowcami i inżynierami, w pięciominutowych lekcjach dopasowanych do pracy na hali produkcyjnej.